Dziś  holistycznie o duszy i o tytule  bloga. I w końcu wyruszamy na poszukiwanie naszego wielkiego, zaginionego potencjału.


Czy dusza jest dziś sexy J ?


Raczej nie. Nosi moherowy beret i jest nudna. Głupio nawet patrzeć w jej stronę. To jakieś takie zabobonowate. W dodatku niewyobrażalna jest przepaść między duszą i seksem. Gdzie przezroczysty kawałek z okolic serca, a gdzie feromony i popęd płciowy? Co ma wspólnego ze sobą drgający eter z potrzebami goryla? No nic.


W dawnych czasach wysoką pozycję społeczną w grupie wyznaczał między innymi dostęp do sfer pozamaterialnych. Teraz słowo szaman ma etniczno-egzotyczny posmak i może istnieć w języku wakacyjnym, ale nie codziennym. Szaman i garnitur. Szaman i kredyt nisko oprocentowany. Szaman i ferrari. Kubica i Szaman. Nie, znowu nic nie pasuje.


Mamy totalnie spolaryzowane: materię i ducha. Jeśli jedno, to nie drugie. Wzajemnie się wykluczają. Jako społeczeństwo określamy swoją wagę społeczną kryteriami materialnymi. Przynależność do klasy społecznej liczymy posiadanymi nieruchomościami, świeżością samochodu i liczbą obejrzanych palm na wakacjach. Odszamaniliśmy się społecznie i podobnie jak słowo szaman jest niepoważne, niepoważna jest też dusza.


Czy istnieje? Ile waży? Ponoć 21 gramów. Bo o tyle zmniejsza się waga człowieka sekundę po śmierci, kiedy to dusza,  jako, powiedzmy, niewidoczny obłoczek ewaporuje i leci do góry…


Z jednej strony myśl, że jesteśmy tylko materią zasmuca nas niepomiernie (podejrzewam, że myśl o śmierci jako smętnym zakończeniu w glebie jest źródłem wielu depresji ;) ), z drugiej strony wiara w Niewidzialne jest w naszej kulturze podejrzana i  czasami wręcz śmieszna.


Europejczyk jest nieodrodnym dzieckiem Paradygmatu Kartezjańskiego: „Tylko nauka jest nam w stanie dać ostateczną pewność”. Tylko szkiełko i oko. Mikroskop, waga i sprzęty pomiarowe.


„Kartezjusz, czyli Rene Descartes –francuski filozof, matematyk i fizyk, jeden z najwybitniejszych uczonych XVII wieku, uważany za prekursora nowożytnej kultury umysłowej.” To z Wikipedii. Na obrazach wąsaty facet o sceptycznych ustach i badawczym spojrzeniu.


Za jego życia Europejczyk pokonał już oceany, zatrzymał słońce, poruszył Ziemię, dokonał fantastycznych odkryć i miał prawo zakochać się w swojej sile, pomysłowości i możliwościach umysłu.


Tak, dla nas, Europejczyków, umysł stał się bardzo sexy. Inteligencja, rozumowanie, racjonalizm i ogarnianie materii. Mózg i seks razem? Jak najbardziej. Garnitur, czerwone ferrari, IQ, samiec alfa… Tak, wszystko pasuje. Jest sexy ;)


Racjonalne myślenie okazało się jednak nastawione bardzo monopolistycznie i zaczęło usuwać w cień wszystko co niewidzialne. Dusza i duch, jako niewidoczne dla oka jakości okazały się mało wdzięcznym obiektem badań laboratoryjnych. Wybraliśmy: ważne jest to, co można zracjonalizować, przebadać, usystematyzować i ogarnąć umysłem.


W efekcie Europejczyk XXI wieku duszy nie ogarnia. Jego droga do okolic serca zarosła chwastami. Ma owszem, autostradę do głowy, rozwinął system edukacji, tworzy rankingi uniwersytetów i rozdaje nagrody Nobla. Ale co z tego, kiedy głowa to tylko fragment ludzkich możliwości? A Europejczyk dostępu do innych sfer poznania i mocy nie ma. Wziął i zapomniał…


Bo nie zawsze tak było.


Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że średniowieczna Europa myślała holistycznie.


„Ciemne wieki” uznawały syntezę widzialnego i niewidzialnego w człowieku za oczywistość. Człowiek był jednością ducha i ciała, w dodatku to duchowi przyznawano pierwszeństwo.


Nie wiem jak rozumował średniowieczny bartnik, ale wiem co zapisała elita duchowa ówczesnej niemieckiej Nadrenii, czyli Hildegarda z Bingen:

Człowiek składa się z 4 obszarów : materii, duszy, boskiego i kosmicznego.


Czyli według Hildegardy, jestem nie tylko materią. Mam także duszę, mam w sobie obszar boski, mam w sobie również obszar kosmiczny. Jestem tym wszystkim.


Jest to trudne dla Kartezjańczyka do pojęcia. Nagle przed istotą jednowymiarową, otwierają się rejony słabo penetrowane laboratoryjnie: energie duchowe, boskie światło, potężny Kosmos. To wszystko we mnie! Leżące odłogiem, zapomniane, ignorowane, nie ćwiczone.


Trzy hildegardianskie składowe człowieka leżą poza strefą kartezjańskiego komfortu…


To sporo. Jeśli dopuszczę do umysłu fakt, ze nie używam ¾ siebie, to znaczy, że nie używam ¾ swojego potencjału!!!


W dodatku to, co może się wydarzyć w tych rejonach, jest potężniejsze niż materia i prawo grawitacji.


Gdzie i jaki jest ten mój wielki, zaginiony potencjał? Jak do niego dotrzeć? Pardon za merkantylność, ale jak z niego skorzystać?


Po pierwsze trzeba dowiedzieć się o jego istnieniu. To, z czego nie zdajemy sobie sprawy – nie istnieje dla naszej dostępności.


Po drugie, trzeba założyć, że to prawda ;)  Że osoba, którą niemiecki papież obdarzył tytułem Doktora Kościoła, rzeczywiście wiedziała, co mówi.


Nawet jeśli kłóci się to z lekcjami fizyki w podstawówce, jeśli zgodzimy się spojrzeć w tamtą stronę, w stronę potężnych holistycznych wymiarów, kto wie, co się może wydarzyć? Jeśli tam nie spojrzymy, nie wydarzy się nic poza znaną pomidorówką z ryżem, nieuchwytnym niedokończeniem i wielką tęsknotą, kiedy zapada noc.


No chyba, że będziemy niesamowitymi farciarzami, jak wszyscy mistycy i niektórzy ludzie w komie, którym pootwierała się wyższa świadomość i uwierzyli, bo zobaczyli (np. dr Eben Alexander, dr David R. Hawkins). Ale na to bym nie liczyła. Jako typowy Kartezjańczyk proponuję spokojną drogę woli i rozumu - spacerek przez wszystkie wymiary. Wychodzimy poza materię. Idziemy za Hildegardą. A prowadzi nas dusza.


Według Hildegardy to właśnie dusza decyduje o dobrostanie ciała. Boskie Światło wszystko leczy i porządkuje materię, a potężne energie kosmiczne są nas w stanie zaprowadzić w odległe końce naszej galaktyki.


Nie z kosmodromu Bajkonur, ale z naszego serca.


Do galaktyki i światła, które leczy i porządkuje -jeszcze wrócimy. Teraz zajmijmy się duszą.


U Hildegardy nie nosi moheru, ale jest kawałkiem nieba w nas. Niebiańskim programem, wyższą świadomością, fantastyczną syntezą wiedzy. Głowa musi rozstrzygać w żmudnym procesie analizy. Dusza po prostu wie. Głowa korzysta z bibliotek, wikipedii i rozumu. Dusza ma do dyspozycji pamięć niebiańską, wiedzę wyższą i , bagatela!, świetnie wyszkolonych w wyższych wymiarach przewodników. Taką radę starszych, która zawsze stoi do naszej dyspozycji.


Niby wszyscy kiedyś klepaliśmy modlitwę do Aniołka Stróża, ale ręka do góry, kto naprawdę teraz wierzy w faceta  o  czujnym sercu i skrzydłach z gęsimi piórami? Mnie dodatkowo słowo stróż zawsze kojarzyło się z miotłą, tak więc mój skrzydlaty facet oprócz piór miał również miotłę z brzozowych witek. Na kiju.


Prócz dostępu do Aniołów,  według Hildegardy dusza to centrum dowodzenia w człowieku. To z nią przede wszystkim trzeba się komunikować, wokół niej i zgodnie z nią budować swój świat. Dusza zawiaduje WSZYSTKIMI PROCESAMI ŻYCIOWYMI W CZŁOWIEKU:


Nasze niedomagania fizyczne są w znakomitej większości spowodowane smutkiem duszy. Dusza wpada w smutek, kiedy nie realizujemy Jej pragnień, kiedy ignorujemy Jej miłości. Jesteśmy obdarzeni wolną wolą. Możemy wybrać wbrew duszy, ale naturalna tego konsekwencją będzie Jej frustracja. Nasze ciało to subtelny radar duszy. Związane ze swoim władcą na cały czas naszej ziemskiej egzystencji niewidoczną liną okrętową.  Nasze ciało – jako wrażliwy i subtelny radar pokazuje stan wewnętrzny naszego najgłębszego „Ja”. Poddaje się mocy duszy. Choroba ciała to  jedynie symptom utraty równowagi w duszy, prawdziwych powodów należy poszukać głęboko w sobie. Dotknięcie prawdy, zmierzenie się z nią, jest początkiem  regeneracji i powrotu do zdrowia.


Dusza jako przybysz z wyższych wymiarów i z władzą nad materią? Tak, to już bardziej interesujące i bardziej sexy ;) Człowiek ma ewidentny pociąg do władzy. Samiec alfa jest zawsze sexy. A alfą w nas jest właśnie dusza. Czyli dla mnie samej według Hildegardy  najcenniejszym skarbem, Sezamem, Kwiatem Paproci, czerwonym ferrari złotym rolexem jest moja dusza. Niewidoczny  fragment mnie z licznikiem w  okolicach mostka…


Tak więc pierwszym przystankiem w poszukiwaniach naszego Wielkiego Potencjału jest  nasza dusza.


Miło mi o tym pisać. Też lubię alfy J W dodatku pozostałe obszary w nas są jeszcze bardzie spektakularne!


Ale o tym – następnym razem.


 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

copyright © siodmylas.pl
projekt graficzny: ideastudio.pl
wdrozenie i kodowanie: synermedia.pl